piątek, 5 czerwca 2015

Rodzice (nie) wiedzą lepiej



Według polskiego prawa rodzice odpowiadają za swoje dzieci do 18 roku życia. Podejmują oni najważniejsze decyzje w życiu nieletniego. Niektórzy, wyrozumiali, rozmawiają o wszystkim ze swoimi nastoletnimi pociechami, a inni nie pytają ich o zdanie. Wybierają im przyszłość i zmuszają do studiów.

Wybór szkoły ponadgimnazjalnej to jedna z najważniejszych decyzji w życiu szesnastolatka. Ogólniak, technikum czy zawodówka? Jeśli liceum, to human czy biol-chem? I która szkoła? W mieście jest ich kilkanaście. Trudny wybór…

Jak to? Przecież rodzice już wybrali. Najpierw najlepsze liceum w mieście – profil społeczno-prawny, a potem prawo na UJ. Syn chce być mechanikiem samochodowym? Może sobie chcieć. Ma być prawnikiem. Syn jest dzieckiem, nie ma nic do gadania. To rodzice go wychowali i mają prawo decydować za niego. Tak niestety myśli wielu rodziców. Uważają, że wiedzą najlepiej, a dziecko najczęściej przez to cierpi.

Gimnazjum

Po podstawówce najczęściej idzie się do gimnazjum rejonowego albo tego lepszego z dwóch najbliższych. Nie ma profili, wszyscy uczą się tego samego. Niektórzy mówią, że dopiero w liceum zaczyna się prawdziwa nauka. Jednak część rodziców uważa, że to już w gimnazjum trzeba zacząć myśleć o przyszłej karierze, która już dawno została wybrana dla dziecka. Tak było w przypadku Magdy – przyszłego inżyniera z dyplomem z politechniki.

Magda w gimnazjum codziennie budziła się o 7 rano z myślą, że trzeba iść do szkoły i zdobywać edukację, by zadowolić matkę. Myśli tej towarzyszyły ból brzucha i nudności. Dziewczyna bała się, że nie podoła wymaganiom matki. Ciągły strach poskutkował problemami ze zdrowiem. Pani Alicja, mama Magdy, nie widziała powiązania między chorobą córki a zmuszaniem jej do nauki. Twierdziła, że córce nic nie jest, młoda wszystko wyolbrzymia i ma się uczyć, a nie udawać, że jest chora. Załatwiła jej korepetycje i kazała się bardziej przyłożyć do nauki, bo według niej to miało Magdzie pomóc.

Liceum

Powody, jakimi kierują się nastolatkowie przy wyborze szkoły ponadgimnazjalnej są różne. Niektórzy idą do najlepszej szkoły w mieście, inni do tej, o której marzą od kilku lat, a inni tam, gdzie idą znajomi. Część nie ma możliwości wyboru i idą do szkoły, którą wybrali im rodzice. Oni przecież wiedzą najlepiej. Szesnastolatek, nawet jeśli się z nimi nie zgadza, boi się im postawić. Tak jak Magda. Poszła na biol-chem, mimo tego, że nie przepadała (delikatnie mówiąc) za tymi przedmiotami. Jej matka, której nie udało się spełnić marzeń o studiach na politechnice, robiła wszystko, by córka za nią zrealizowała jej życiowe plany. Podobnie było w przypadku Kasi, która chciała iść na humana. Od zawsze uwielbiała pisać i marzyła o tym, by odnieść sukces jak J.K. Rowling. Jednak rodzice – fizycy – zmusili ją do pójścia na mat-fiz.

Te dziewczyny, to tylko dwa przypadki z… tysiąca? Kilku tysięcy? Trudno ocenić, bo młodzi często nie chcą się przyznać, że wybierają kierunek edukacji pod wpływem bezkompromisowych rodziców. Wstydzą się, że nie potrafią się postawić. Przez to często nie radzą sobie z nauką, a nawet nie kończą szkoły.

Studia

Część z tych, którzy zostali zmuszeni przez rodziców do konkretnego liceum, kontynuuje wspaniały plan rodziców i idzie na studia. Kierunek, który ich nie interesuje i na którym sobie nie radzą. Magda poszła na nanotechnologię, a Kasia na lotnictwo. Obie skończyły studia po pierwszym roku. Magda postawiła się matce i jest szczęśliwą studentką zarządzania. Kasia po długiej rozmowie z rodzicami zdecydowała się przenieść na filologię.

Dziewczyny pochodziły z pozornie szczęśliwych rodzin. Ale ładne opakowanie nie równa się ładny środek. Zmuszanie dziecka do realizacji planu, który się dla niego przygotowało, jest równie okropną tragedią jak alkoholizm w rodzinie. Jednak tak jak można wygrać z uzależnieniem, tak też można poradzić sobie z rodzicami, którzy nie próbują nawet poznać zdania dziecka. Można się im postawić. I dziewczynom się to udało. 

Bez happy endu

W przypadku dziewczyn wszystko dobrze się skończyło. Ale nie każda historia ma happy end. Maciek chciał być mechanikiem samochodowym, ale jego ojciec wolał, żeby był prawnikiem. Kim został? Alkoholikiem. Z ojcem nie rozmawia, a jego matka cierpi na depresję przez problemy syna. Czy było warto zmuszać dziecko do pójścia na studia, które go nie interesowały? Nie. Potwierdzić to mogą rodzice Adama, który miał zostać lekarzem. Nie radził sobie na studiach medycznych, czego nie mógł przyjąć do świadomości jego ojciec. Adam czuł się źle, że zawiódł rodzinę. Chciał popełnić samobójstwo. Od kilku miesięcy leży w śpiączce.

Po złym zakończeniu niektórzy rodzice nadal nie widzą nic złego w swoim zachowaniu. Nie rozumieją, jak to się stało, że ich dziecko zaczęło pić czy próbowało się zabić. Przecież oni robili dla niego jak najlepiej. Zaplanowali mu życie, zapewnili dobre studia i pracę, dawali wszystko, czego chciał. Zapomnieli o najważniejszym – słuchaniu swojego dziecka. Które, mimo że młode i niedoświadczone, często wie lepiej, co dla niego samego będzie dobre.

Część zauważa swój błąd. Chce go naprawić, ale czasem jest już za późno. Żałują swojego zachowania, ale dla dziecka może już nie być ratunku.

Nie wiedzą najlepiej

Rodzice zmuszający dzieci do realizacji ich niespełnionych ambicji są poważnym problemem w społeczeństwie. Niestety najczęściej niezauważanym. Ojciec każe iść dziecku na studia? Matka wybiera mu zajęcia dodatkowe? Dla niektórych to idealni rodzice, bo troszczą się o dziecko. Efekt jednak jest inny. Wyrządzają krzywdę swoim dzieciom. A dzieci się na to godzą. Nie mają odwagi się postawić. Myślą, że nie mogą mówić, czego oni sami chcą. Ale mogą. I muszą. Uleganie takiej dyktaturze może kosztować zdrowie albo nawet życie. Człowiek jest wolną istotą. Nikt nie może mu dyktować życia. Rodzice nie mogą wybierać nam przyszłości, bo to jest nasza przyszłość, a nie ich. To będzie nasze życie, które przeżyjemy my, a nie nikt inny za nas.